Może i jestem dziwna, może i strasznie kochliwa, ale poczułam się jakbym miała skrzydła.
I na dodatek te jego brązowe oczy. Mimo że patrzyliśmy na siebie może z dwadzieścia sekund, dla mnie ta chwila trwała wieczność.
Myślałam że on sądzi tak samo, ale bum rzeczywistość okazała się mnie przechytrzyć.
- Ej, kto to jest ? - spytał Patrick.
- Jakaś nowa nie warta uwagi lamerka - powiedziała blondynka, która weszła za brązowookim na co parę osób parsknęło śmiechem.
- Jest nie warta uwagi bo postanowiła być inna od was i pierw poznać Matilde ? - rzucił od niechcenia blondyn, który siedział przed nami.
- Ty się lepiej zamknij Lockwood - odpowiedziała dziewczyna po czym zmierzyła mnie wzrokiem jeszcze raz szepcąc do chłopaków coś w stylu "Frajerka".
Tom jednak nie zwrócił na to uwagi i cały czas patrzył w moją stronę.
- Może powinnaś się przesiąść - powiedziała nieśmiało Matilde.
- No coś ty, myślisz że się tym przejęłam ? - uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
- Po prostu nie chce, żebyś ty już miała z kimś na pieńku przeze mnie - odparła smutno.
- Błagam cię, prędzej czy później by im się to nie spodobało jaka jestem - zaśmiałam się.
- Co to znaczy? - spytała
- To, że zdecydowanie nie jestem w ich stylu, ani oni w moim.
- Wszyscy ?
- W sensie ? - tym razem to ja nie zrozumiałam.
- Bo wiesz wydawało mi się, że byłaś czerwona, gdy Patrick.. - zaczęła ale jej przerwałam uciszeniem, na co dziewczyna się zaśmiała. - Wiedziałam!
- Proszę cię, on się zadaje z tymi "czadowymi dzieciakami", zresztą zawsze tak mam jak ktoś się na mnie patrzy - próbowałam się tłumaczyć.
- Jak wolisz - mrugnęła.
- A tak w ogóle mi się wydawało, że ty zrobiłaś się czerwona gdy ten chło..- tym razem i ja nie dokończyłam bo dziewczyna dała mi kuksańca w bok. Parę chwil później obydwie się śmiałyśmy.
- Okej wysiadamy, dzieciaki- powiedział kierowca i otworzył drzwi.
Już miałam zamiar wstawać gdy nagle Matilde pociągnęła mnie w dół.
- Co jest ? - spytałam zdziwiona.
- Nie wysiadaj jeszcze, przecież Phoebe, Patrick i reszta jeszcze nie wyszła.
- No nie mów, że zawsze czekasz aż oni wyjdą.
- No wiesz...
- O matko, Matilde, chodź - powiedziałam po czym złapałam ją za rękę i powoli ruszyłyśmy.
Czułam na sobie wzrok wszystkich w tym busie, tylko ten chłopak który stanął w mojej obronie nie patrzył na nas jak na intruzów, i gdy my przeszłyśmy koło jego siedzenia on wstał i poszedł z nami. Potem już wszyscy zaczęli wysiadać gęsto, zupełnie jak na wszystkich Amerykańskich filmach.
- Ej, czekaj chwilę - usłyszałam głos Toma jednak byłam pewna że to nie do nas, więc się nie zatrzymywałam. Jak się okazało parę chwil później, to było do mnie, bo chłopak pociągnął mnie za rękę.
- Czekaj. - powiedział po czym spojrzał na Matilde dając jej jasny sygnał żeby sobie poszła.
- Poczekam na ciebie w szkole - powiedziała po czym odeszła.
- Co chcesz - fuknęłam,
- To było niegrzeczne - uśmiechnął się zadziornie.
- Ty też nie byłeś za uprzejmy w busie.
- Właśnie, jeśli chodzi o to to chciałem Cię przeprosić za Phoebe. To było żałosne z jej strony, ale wiesz, była zazdrosna o Patricka i te sprawy.
- Nie miała powodu.
- Może jednak miała - uśmiechnął się. - Jestem Tom.
- Chloe - odpowiedziałam, podając mu rękę.
- Śliczne imię, ślicznej dziewczyny - czy ten koleś próbował ze mną flirtować, serio ?
- Próbuj dalej - uśmiechnęłam się sztucznie a on się zaśmiał.- Okej, wybacz ale zaraz mam pierwszą lekcję, a muszę tam trafić więc..
- Mogę cię zaprowadzić.
- Nie, pójdę z Matilde.
- Em.. Okej, do zobaczenia.
- Taa. - odpowiedziałam i skierowałam się ku budynku szkoły, po drodze spojrzałam na telefon i sprawdziłam godzinę.
- Świetnie, za dziesięć minut mam pierwszą lekcję, a ta szkoła jest wielkości centrum handlowego. - pomyślałam przyspieszając tempa.
- Chloe! - krzyknęła Matilde a ja bardzo ucieszyłam się że ją słyszę.
- Matilde, jejku jak dobrze że tu jesteś, zaraz mam pierwsze zajęcia, a kompletnie nie mam pojęcia co robić. - chyba zaczęłam panikować.
- Spokojnie, co masz pierwsze ?
- W-f.
- My też mamy wf - powiedział Tom.
Jak to możliwe że on tu stał. I na dodatek z Phoebe i Patrick'iem, który swoją drogą pożerał mnie wzrokiem, tylko jeszcze nie wiem czy to dobrze.
- Świetnie - powiedziałam trochę skrępowana. - A ty Matilde ?
- Matematyka - powiedziała przepraszającym tonem. Skrzywiłam się na samą myśl, że muszę znów kogoś poznać. No przynajmniej Tom miał pokojowe zamiary.
- No czyli idziemy we czwóreczkę - uśmiechnął się chłopak.
- Widzimy się za godzinę ? - spytałam ciemnowłosą.
- Jasne - odpowiedziała i poszła w kierunku schodów.
Szliśmy sobie w czwórkę a ja przez cały czas czułam na sobie wzrok wszystkich ludzi w szkole. Czy przez przypadek trafiłam do grupki najpopularniejszych w high school ? No cóż, dziwna odmiana biorąc pod uwagę moje życie w Polsce.
- Wiecie co dziś macie z nami wf, w sensie chłopcy - powiedziała Phoebe.
- No i będziemy mogli pogapić się na wasze tyłki w spodenkach - zaśmiał się Tom a Patrick mu zawtórował. Jakoś nie śmieszyły mnie jego żarty, a powiedział ich już sporo. Może się już na niego źle nastawiłam. Wydawał się być sympatyczny. W porównaniu do Phoebe, ona widocznie miała jakiś ze mną problem. Natomiast Patrick.. On udawał że mnie nie ma, traktował mnie jak powietrze.
- Okej Chloe to tu jest hala, szatnie damskie są tam chyba że chcesz przyjść do naszej to w porządku - mrugnął na co paru przechodzących chłopców się zaśmiało, ja się uśmiechnęłam bo starałam się do niego przekonać.
- Chyba zostanę przy damskiej.
- Jak wolisz - rzucił Patrick, pierwszy raz odzywając się do mnie.- Chodź Tom.
- Dobra laski zaraz widzimy się w spodenkach - powiedział, wysłał buziaczka i zostawił nas same. Phoebe patrzyła na mnie mrożącym krew w żyłach wzrokiem jednak nie dałam tego po sobie pokazać.
- Jesteś ładna - powiedziała blondynka.
- Dziękuję - powiedziałam nie pewnie, nie wiedząc czy uznać to za komplement czy początek kłótni.
- Ale wiesz księżniczko że Patrick jest moim chłopakiem prawda ?.
No i to na tyle z komplementów,
- Nie rozumiem..
- Obserwuje cię i wszystko widzę.
- Nie wiem co widzisz, ale my nawet nie rozmawiamy.
- I lepiej żeby tak zostało. - powiedziała po czym odwróciła się teatralnie i weszła do szatni.
Chciałabym złożyć sobie gratulacje, ponieważ pierwszego dnia znalazłam wroga.
niedziela, 8 lutego 2015
czwartek, 15 stycznia 2015
Rozdział 3.
Zdziwiło mnie to ale wszystko się udało.
Nie było jakiejś wielkiej wpadki pt: Chloe ląduje na kolanach u największego ciacha, albo jakaś dziewczyna podkłada jej nogę. Ludzie po prostu patrzyli. No i rozmawiali ale zdaję sobie sprawę że to nie odłączna część ich. Zawsze będą gadać.
Początkowo nie starałam się patrzeć na ludzi, ale przypomniałam sobie o dawnej mnie, Byłam pewna siebie, rozgadana, zabawna i śliczna. Musiałam więc pokazać i tutaj że tak jest. Zaczęłam od wyprostowania się i uśmiechnięcia. Chłopcy się uśmiechnęli, nie które dziewczyny też. Niestety były też takie, które od razu zaczęły szeptać. Postanowiłam się tym nie przejmować, przynajmniej na razie.
Wypatrzyłam sobie miejsce na samym końcu, które wydawało mi się być wolne. Kiedy jednak podeszłam bliżej zobaczyłam dziewczynę z kolanami podciągniętymi pod brodę i ze wzrokiem wpatrzonym za okno.
- Hmm.. Przepraszam czy... - zaczęłam jednak jakiś chłopak mi przerwał.
- Co ty mała chcesz usiąść koło tej frajerki Ross ? - zaśmiał się blondyn
- A co jest z nią nie tak ? - spytałam patrząc na niego.
- Jest frajerką i tyle. Takie dziewczyny jak ty powinny siadać z takimi chłopakami jak ja - odpowiedział.
- Niewiarygodne. - rzuciłam patrząc na chłopaka z niedowierzaniem i spojrzałam na dziewczynę. Była bardzo ładna, może nawet ładniejsza od połowy dziewczyn w tym busie a jednak siedziała na końcu. Miała śliczne brązowe włosy, oczy tego samego koloru i wyglądała schludnie. Nie potrafiłam znaleźć w niej żadnej rzeczy która by czyniła ją inną.
- Cześć, czy tu jest zajęte ? - spytałam patrząc na dziewczynę.
- Nie. - odpowiedziała patrząc na mnie takimi oczami jakby nie mogła uwierzyć, że ktokolwiek o to zapytał.
- No to się przysiądę - zadecydowałam i usiadłam koło brązowowłosej. - Jestem Chloe.
- Matilde - uśmiechnęła się podając mi rękę. - Nie jesteś z Wielkiej Brytanii prawda ?
- Nie - odpowiedziałam
- Jesteś ze Stanów ? - spytała
- Nie, z Polski - rzuciłam krótko, jakby niechcąc pamiętać tego miejsca.
- Jej, masz strasznie dobry akcent, jak na Polkę - powiedziała po czym zamilkła jakby skończył jej się limit słów.
Moja ciekawość próbowała spytać ją dlaczego nie jest lubiana, jednak moje wychowanie mi nie pozwoliło, więc siedziałyśmy w milczeniu aż w końcu Matilde je przerwała.
- Tom to straszny pacan - fuknęła mając głowę zwróconą do okna.
- Tom ? - spytałam oderwana od rozmyślań.
- Ten, co nazwał mnie frajerką.. - przerwała ale chwilę później kontynuowała. - Tom Wyatt.
- Przepraszam że pytam ale czemu on cię tak nie lubi ?
- Bo uważa mnie za dziwaczkę.
Chciałam zapytać z jakiego powodu, jednak wtedy usłyszałam głos Toma.
- Patrick nareszcie ! - krzyknął rzucając się na brązowowłosego chłopaka który dopiero wsiadł do busa.
- Tom, stary wyglądasz gorzej niż przed feriami - zaśmiał się chłopak w odpowiedzi.
- Oj, chyba chcesz się bić - odpowiedział mu śmiechem Tom.
Za Patrickiem weszła dziewczyna. Była śliczna. Piękne blond loki, niebieskie oczy, wysoka i szczupła. Zmierzyłam ją wzrokiem nie dlatego że była śliczna, tylko dlatego że obawiałam się iż jest dziewczyną tego Patrick'a.
W sumie pasowaliby do typowej hollywoodzkiej obsady filmu dla nastolatków. On wysoki, przystojny, pewnie kapitan jakiejś drużyny a ona śliczniutka blondwłosa cheerleederka. Pff Hollywood jest taki przereklamowany.
- Gdzie jest Matilde - spytał wciąż rozbawiony Patrick.
- A siedzi tam gdzie zawsze. Ale nie uwierzysz! Nie siedzi sama - krzyknął.
- Co ty pieprzysz - fuknął Patrick i dopiero wtedy zauważył Chloe koło Matilde.
Może i to banalne ale wydawało jej się wtedy, że czas się zatrzymał.
sobota, 10 stycznia 2015
Rozdział 2.
Myliłam się bo ferie trwały strasznie krótko.
Właściwie zleciały mi jak pstryknięcie palcami.
Jako że skończyły się ferie oznaczało to mój nieunikniony pierwszy dzień w nowej szkole. Już to widziałam, znowu to ja będę tą "dziwną". Niby lubiana, a jednak ta dziwna. Miałam co prawda swoje dziwactwa, ale bez przesady nie zbierałam w końcu paznokci do słoika. A to że wierzyłam w zjawiska nadprzyrodzone to po prostu była nieodłączna część mnie. Tak, wierzyłam że gdzieś na świecie żyje sobie jakiś wilkołak, wampir whatever. Co prawda nikomu nigdy tego nie mówiłam, ale zawsze wszyscy wiedzieli. Tak już jest skonstruowany ten świat.
Tego dnia jednak życie chciało chyba żebym była szczęśliwa. Od razu po przebudzeniu zobaczyłam że za oknem świeci słońce ? Zawsze chciałam się przeprowadzić do USA, ale nie tak, i nie w takim nie pełnym składzie.. I jeszcze ta zmiana imion... Ja urodzona Beata nagle stałam się Chloe, moja siostrzyczka Klaudia jest Kelly a mama zamiast Agnieszki każe nazywać się Ashley. Co się stało z naszą silną rodziną ? Plusem było to że mama wybrała dom w stanie Maine, a kto jak kto ale ja uważałam ten stan za najpiękniejszy, tak samo Connecticut i Texas,
Pewnie myślałabym jeszcze przez parę godzin gdyby nie mama. Zawołała z dołu żebym zeszła na śniadanie. Gdy schodziłam na dół była szósta rano. Bus miał być o szóstej czterdzieści na przystanku, więc miałam jeszcze dużo czasu na przygotowanie się. Niestety na psychiczną gotowość było jeszcze za wcześnie.
- Jak się spało dziewczyny ? - spytała mama kładąc gofry na talerze
- Dobrze, mój pokój jest super - powiedziała Kelly z ochotą zabierając się za gofra.
- A ty Chloe ? - powiedziała zmieniając swój ton na bardziej poważniejszy
- Beznadziejnie chcę do Polski - mruknęłam prawie nie słyszalnie
- Co ?\
- W sumie dobrze, tylko trochę się stresuje - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
- Nie masz czego takie śliczne dziewczyny zawsze są lubiane, tak jak w twoim starym gimnazjum.
No tak. Mama nie miała pojęcia jak było na prawdę. Że nie byłam popularna, Wręcz przeciwnie. Pewnie nawet nie zauważyli że mnie nie ma. Stwierdziłam że nie będe brała udzialu w ich dyskusji tylko pójdę do siebie i zrobie to co zawsze, Czyli umaluję się ale pewnie nikt nie zauważy. Wiem że to nowe otoczenie i nowi ludzie, ale jak raz zostanie się zranionym ciężko jest wrócić do starego siebie. Po pół godziny i trzech minutach, zgarnęłam torbe i mojego Iphone ze słuchawkami i wyszłam na przystanek, Mama i Kelly życzyły mi powodzenia ale tylko pokiwałam głową z uśmiechem. Na przystanku nie było nikogo i od razu było mi jakoś lżej.
Znaczy nie żebym miała zamiar zawierać przyjaźnie, W końcu i tak wrócimy do domu to była tylko kwestia czasu. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam tryb shuffle. Odtworzyła się piosenka Three Days Grace "Animal I have become". Krótko mówiąc był to moj ulubieniec od niedawna.
Po 3 minutach bus przyjechał. Myliłam się że ludzie będą mnie nienawidzić. Oni nawet nie zwrócili na mnie uwagi. Spodziewałam się twarzy przylepionych do szyb i czekających na mój następny ruch. Tak się nie stało. Drzwi otworzył mi kierowca, na oko po trzydziestce
- Jesteś nowa ? - spytał wychylając się.
- Tak
- Chloe White ?
- Jak najbardziej
- Wsiadaj.
Jednak nie przeszłam nie zauważona, z moim pierwszym krokiem, jak za pomocą zaklęcia wszyscy podnieśli głowy i na mnie spojrzeli. Dosłownie każdy.
Zapowiada się dobry dzień - pomyślałam i w duchu modliłam się żeby nie zrobić nic głupiego.
Właściwie zleciały mi jak pstryknięcie palcami.
Jako że skończyły się ferie oznaczało to mój nieunikniony pierwszy dzień w nowej szkole. Już to widziałam, znowu to ja będę tą "dziwną". Niby lubiana, a jednak ta dziwna. Miałam co prawda swoje dziwactwa, ale bez przesady nie zbierałam w końcu paznokci do słoika. A to że wierzyłam w zjawiska nadprzyrodzone to po prostu była nieodłączna część mnie. Tak, wierzyłam że gdzieś na świecie żyje sobie jakiś wilkołak, wampir whatever. Co prawda nikomu nigdy tego nie mówiłam, ale zawsze wszyscy wiedzieli. Tak już jest skonstruowany ten świat.
Tego dnia jednak życie chciało chyba żebym była szczęśliwa. Od razu po przebudzeniu zobaczyłam że za oknem świeci słońce ? Zawsze chciałam się przeprowadzić do USA, ale nie tak, i nie w takim nie pełnym składzie.. I jeszcze ta zmiana imion... Ja urodzona Beata nagle stałam się Chloe, moja siostrzyczka Klaudia jest Kelly a mama zamiast Agnieszki każe nazywać się Ashley. Co się stało z naszą silną rodziną ? Plusem było to że mama wybrała dom w stanie Maine, a kto jak kto ale ja uważałam ten stan za najpiękniejszy, tak samo Connecticut i Texas,
Pewnie myślałabym jeszcze przez parę godzin gdyby nie mama. Zawołała z dołu żebym zeszła na śniadanie. Gdy schodziłam na dół była szósta rano. Bus miał być o szóstej czterdzieści na przystanku, więc miałam jeszcze dużo czasu na przygotowanie się. Niestety na psychiczną gotowość było jeszcze za wcześnie.
- Jak się spało dziewczyny ? - spytała mama kładąc gofry na talerze
- Dobrze, mój pokój jest super - powiedziała Kelly z ochotą zabierając się za gofra.
- A ty Chloe ? - powiedziała zmieniając swój ton na bardziej poważniejszy
- Beznadziejnie chcę do Polski - mruknęłam prawie nie słyszalnie
- Co ?\
- W sumie dobrze, tylko trochę się stresuje - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
- Nie masz czego takie śliczne dziewczyny zawsze są lubiane, tak jak w twoim starym gimnazjum.
No tak. Mama nie miała pojęcia jak było na prawdę. Że nie byłam popularna, Wręcz przeciwnie. Pewnie nawet nie zauważyli że mnie nie ma. Stwierdziłam że nie będe brała udzialu w ich dyskusji tylko pójdę do siebie i zrobie to co zawsze, Czyli umaluję się ale pewnie nikt nie zauważy. Wiem że to nowe otoczenie i nowi ludzie, ale jak raz zostanie się zranionym ciężko jest wrócić do starego siebie. Po pół godziny i trzech minutach, zgarnęłam torbe i mojego Iphone ze słuchawkami i wyszłam na przystanek, Mama i Kelly życzyły mi powodzenia ale tylko pokiwałam głową z uśmiechem. Na przystanku nie było nikogo i od razu było mi jakoś lżej.
Znaczy nie żebym miała zamiar zawierać przyjaźnie, W końcu i tak wrócimy do domu to była tylko kwestia czasu. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam tryb shuffle. Odtworzyła się piosenka Three Days Grace "Animal I have become". Krótko mówiąc był to moj ulubieniec od niedawna.
Po 3 minutach bus przyjechał. Myliłam się że ludzie będą mnie nienawidzić. Oni nawet nie zwrócili na mnie uwagi. Spodziewałam się twarzy przylepionych do szyb i czekających na mój następny ruch. Tak się nie stało. Drzwi otworzył mi kierowca, na oko po trzydziestce
- Jesteś nowa ? - spytał wychylając się.
- Tak
- Chloe White ?
- Jak najbardziej
- Wsiadaj.
Jednak nie przeszłam nie zauważona, z moim pierwszym krokiem, jak za pomocą zaklęcia wszyscy podnieśli głowy i na mnie spojrzeli. Dosłownie każdy.
Zapowiada się dobry dzień - pomyślałam i w duchu modliłam się żeby nie zrobić nic głupiego.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)