Nie było jakiejś wielkiej wpadki pt: Chloe ląduje na kolanach u największego ciacha, albo jakaś dziewczyna podkłada jej nogę. Ludzie po prostu patrzyli. No i rozmawiali ale zdaję sobie sprawę że to nie odłączna część ich. Zawsze będą gadać.
Początkowo nie starałam się patrzeć na ludzi, ale przypomniałam sobie o dawnej mnie, Byłam pewna siebie, rozgadana, zabawna i śliczna. Musiałam więc pokazać i tutaj że tak jest. Zaczęłam od wyprostowania się i uśmiechnięcia. Chłopcy się uśmiechnęli, nie które dziewczyny też. Niestety były też takie, które od razu zaczęły szeptać. Postanowiłam się tym nie przejmować, przynajmniej na razie.
Wypatrzyłam sobie miejsce na samym końcu, które wydawało mi się być wolne. Kiedy jednak podeszłam bliżej zobaczyłam dziewczynę z kolanami podciągniętymi pod brodę i ze wzrokiem wpatrzonym za okno.
- Hmm.. Przepraszam czy... - zaczęłam jednak jakiś chłopak mi przerwał.
- Co ty mała chcesz usiąść koło tej frajerki Ross ? - zaśmiał się blondyn
- A co jest z nią nie tak ? - spytałam patrząc na niego.
- Jest frajerką i tyle. Takie dziewczyny jak ty powinny siadać z takimi chłopakami jak ja - odpowiedział.
- Niewiarygodne. - rzuciłam patrząc na chłopaka z niedowierzaniem i spojrzałam na dziewczynę. Była bardzo ładna, może nawet ładniejsza od połowy dziewczyn w tym busie a jednak siedziała na końcu. Miała śliczne brązowe włosy, oczy tego samego koloru i wyglądała schludnie. Nie potrafiłam znaleźć w niej żadnej rzeczy która by czyniła ją inną.
- Cześć, czy tu jest zajęte ? - spytałam patrząc na dziewczynę.
- Nie. - odpowiedziała patrząc na mnie takimi oczami jakby nie mogła uwierzyć, że ktokolwiek o to zapytał.
- No to się przysiądę - zadecydowałam i usiadłam koło brązowowłosej. - Jestem Chloe.
- Matilde - uśmiechnęła się podając mi rękę. - Nie jesteś z Wielkiej Brytanii prawda ?
- Nie - odpowiedziałam
- Jesteś ze Stanów ? - spytała
- Nie, z Polski - rzuciłam krótko, jakby niechcąc pamiętać tego miejsca.
- Jej, masz strasznie dobry akcent, jak na Polkę - powiedziała po czym zamilkła jakby skończył jej się limit słów.
Moja ciekawość próbowała spytać ją dlaczego nie jest lubiana, jednak moje wychowanie mi nie pozwoliło, więc siedziałyśmy w milczeniu aż w końcu Matilde je przerwała.
- Tom to straszny pacan - fuknęła mając głowę zwróconą do okna.
- Tom ? - spytałam oderwana od rozmyślań.
- Ten, co nazwał mnie frajerką.. - przerwała ale chwilę później kontynuowała. - Tom Wyatt.
- Przepraszam że pytam ale czemu on cię tak nie lubi ?
- Bo uważa mnie za dziwaczkę.
Chciałam zapytać z jakiego powodu, jednak wtedy usłyszałam głos Toma.
- Patrick nareszcie ! - krzyknął rzucając się na brązowowłosego chłopaka który dopiero wsiadł do busa.
- Tom, stary wyglądasz gorzej niż przed feriami - zaśmiał się chłopak w odpowiedzi.
- Oj, chyba chcesz się bić - odpowiedział mu śmiechem Tom.
Za Patrickiem weszła dziewczyna. Była śliczna. Piękne blond loki, niebieskie oczy, wysoka i szczupła. Zmierzyłam ją wzrokiem nie dlatego że była śliczna, tylko dlatego że obawiałam się iż jest dziewczyną tego Patrick'a.
W sumie pasowaliby do typowej hollywoodzkiej obsady filmu dla nastolatków. On wysoki, przystojny, pewnie kapitan jakiejś drużyny a ona śliczniutka blondwłosa cheerleederka. Pff Hollywood jest taki przereklamowany.
- Gdzie jest Matilde - spytał wciąż rozbawiony Patrick.
- A siedzi tam gdzie zawsze. Ale nie uwierzysz! Nie siedzi sama - krzyknął.
- Co ty pieprzysz - fuknął Patrick i dopiero wtedy zauważył Chloe koło Matilde.
Może i to banalne ale wydawało jej się wtedy, że czas się zatrzymał.