czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 3.

Zdziwiło mnie to ale wszystko się udało.
Nie było jakiejś wielkiej wpadki pt: Chloe ląduje na kolanach u największego ciacha, albo jakaś dziewczyna podkłada jej nogę. Ludzie po prostu patrzyli. No i rozmawiali ale zdaję sobie sprawę że to nie odłączna część ich. Zawsze będą gadać.
Początkowo nie starałam się patrzeć na ludzi, ale przypomniałam sobie o dawnej mnie, Byłam pewna siebie, rozgadana, zabawna i śliczna. Musiałam więc pokazać i tutaj że tak jest. Zaczęłam od wyprostowania się i uśmiechnięcia. Chłopcy się uśmiechnęli, nie które dziewczyny też. Niestety były też takie, które od razu zaczęły szeptać. Postanowiłam się tym nie przejmować, przynajmniej na razie. 
Wypatrzyłam sobie miejsce na samym końcu, które wydawało mi się być wolne. Kiedy jednak podeszłam bliżej zobaczyłam dziewczynę z kolanami podciągniętymi pod brodę i ze wzrokiem wpatrzonym za okno. 
- Hmm.. Przepraszam czy... - zaczęłam jednak jakiś chłopak mi przerwał.
- Co ty mała chcesz usiąść koło tej frajerki Ross ? - zaśmiał się blondyn
- A co jest z nią nie tak ? - spytałam patrząc na niego.
- Jest frajerką i tyle. Takie dziewczyny jak ty powinny siadać z takimi chłopakami jak ja - odpowiedział.
- Niewiarygodne. - rzuciłam patrząc na chłopaka z niedowierzaniem i spojrzałam na dziewczynę. Była bardzo ładna, może nawet ładniejsza od połowy dziewczyn w tym busie a jednak siedziała na końcu. Miała śliczne brązowe włosy, oczy tego samego koloru i wyglądała schludnie. Nie potrafiłam znaleźć w niej żadnej rzeczy która by czyniła ją inną.
- Cześć, czy tu jest zajęte ? - spytałam patrząc na dziewczynę.
- Nie. - odpowiedziała patrząc na mnie takimi oczami jakby nie mogła uwierzyć, że ktokolwiek o to zapytał.
- No to się przysiądę - zadecydowałam i usiadłam koło brązowowłosej. - Jestem Chloe.
- Matilde - uśmiechnęła się podając mi rękę. - Nie jesteś z Wielkiej Brytanii prawda ? 
- Nie - odpowiedziałam
- Jesteś ze Stanów ? - spytała
- Nie, z Polski - rzuciłam krótko, jakby niechcąc pamiętać tego miejsca.
- Jej, masz strasznie dobry akcent, jak na Polkę - powiedziała po czym zamilkła jakby skończył jej się limit słów.
Moja ciekawość próbowała spytać ją dlaczego nie jest lubiana, jednak moje wychowanie mi nie pozwoliło, więc siedziałyśmy w milczeniu aż w końcu Matilde je przerwała.
- Tom to straszny pacan - fuknęła mając głowę zwróconą do okna.
- Tom ? - spytałam oderwana od rozmyślań.
- Ten, co nazwał mnie frajerką.. - przerwała ale chwilę później kontynuowała. - Tom Wyatt.
- Przepraszam że pytam ale czemu on cię tak nie lubi ? 
- Bo uważa mnie za dziwaczkę.
Chciałam zapytać z jakiego powodu, jednak wtedy usłyszałam głos Toma.
- Patrick nareszcie ! - krzyknął rzucając się na brązowowłosego chłopaka który dopiero wsiadł do busa. 
- Tom, stary wyglądasz gorzej niż przed feriami - zaśmiał się chłopak w odpowiedzi.
- Oj, chyba chcesz się bić - odpowiedział mu śmiechem Tom.
Za Patrickiem weszła dziewczyna. Była śliczna. Piękne blond loki, niebieskie oczy, wysoka i szczupła. Zmierzyłam ją wzrokiem nie dlatego że była śliczna, tylko dlatego że obawiałam się iż jest dziewczyną tego Patrick'a.
W sumie pasowaliby do typowej hollywoodzkiej obsady filmu dla nastolatków. On wysoki, przystojny, pewnie kapitan jakiejś drużyny a ona śliczniutka blondwłosa cheerleederka. Pff Hollywood jest taki przereklamowany.
- Gdzie jest Matilde - spytał wciąż rozbawiony Patrick.
- A siedzi tam gdzie zawsze. Ale nie uwierzysz! Nie siedzi sama - krzyknął.
- Co ty pieprzysz - fuknął Patrick i dopiero wtedy zauważył Chloe koło Matilde.
Może i to banalne ale wydawało jej się wtedy, że czas się zatrzymał. 

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 2.

Myliłam się bo ferie trwały strasznie krótko.
Właściwie zleciały mi jak pstryknięcie palcami.
Jako że skończyły się ferie oznaczało to mój nieunikniony pierwszy dzień w nowej szkole. Już to widziałam, znowu to ja będę tą "dziwną". Niby lubiana, a jednak ta dziwna. Miałam co prawda swoje dziwactwa, ale bez przesady nie zbierałam w końcu paznokci do słoika. A to że wierzyłam w zjawiska nadprzyrodzone to po prostu była nieodłączna część mnie. Tak, wierzyłam że gdzieś na świecie żyje sobie jakiś wilkołak, wampir whatever. Co prawda nikomu nigdy tego nie mówiłam, ale zawsze wszyscy wiedzieli. Tak już jest skonstruowany ten świat.
Tego dnia jednak życie chciało chyba żebym była szczęśliwa. Od razu po przebudzeniu zobaczyłam że za oknem świeci słońce ? Zawsze chciałam się przeprowadzić do USA, ale nie tak, i nie w takim nie pełnym składzie.. I jeszcze ta zmiana imion... Ja urodzona Beata nagle stałam się Chloe, moja siostrzyczka Klaudia jest Kelly a mama zamiast Agnieszki każe nazywać się Ashley. Co się stało z naszą silną rodziną ? Plusem było to że mama wybrała dom w stanie Maine, a kto jak kto ale ja uważałam ten stan za najpiękniejszy, tak samo Connecticut i Texas,
Pewnie myślałabym jeszcze przez parę godzin gdyby nie mama. Zawołała z dołu żebym zeszła na śniadanie. Gdy schodziłam na dół była szósta rano. Bus miał być o szóstej czterdzieści na przystanku, więc miałam jeszcze dużo czasu na przygotowanie się. Niestety na psychiczną gotowość było jeszcze za wcześnie.
- Jak się spało dziewczyny ? - spytała mama kładąc gofry na talerze
- Dobrze, mój pokój jest super - powiedziała Kelly z ochotą zabierając się za gofra.
- A ty Chloe ? - powiedziała zmieniając swój ton na bardziej poważniejszy
- Beznadziejnie chcę do Polski - mruknęłam prawie nie słyszalnie
- Co ?\
- W sumie dobrze, tylko trochę się stresuje - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
- Nie masz czego takie śliczne dziewczyny zawsze są lubiane, tak jak w twoim starym gimnazjum.
No tak. Mama nie miała pojęcia jak było na prawdę. Że nie byłam popularna, Wręcz przeciwnie. Pewnie nawet nie zauważyli że mnie nie ma. Stwierdziłam że nie będe brała udzialu w ich dyskusji tylko pójdę do siebie i zrobie to co zawsze, Czyli umaluję się ale pewnie nikt nie zauważy. Wiem że to nowe otoczenie i nowi ludzie, ale jak raz zostanie się zranionym ciężko jest wrócić do starego siebie. Po pół godziny i trzech minutach, zgarnęłam torbe i mojego Iphone ze słuchawkami i wyszłam na przystanek, Mama i Kelly życzyły mi powodzenia ale tylko pokiwałam głową z uśmiechem. Na przystanku nie było nikogo i od razu było mi jakoś lżej.
Znaczy nie żebym miała zamiar zawierać przyjaźnie, W końcu i tak wrócimy do domu to była tylko kwestia czasu. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam tryb shuffle. Odtworzyła się piosenka Three Days Grace "Animal I have become". Krótko mówiąc był to moj ulubieniec od niedawna.
Po 3 minutach bus przyjechał. Myliłam się że ludzie będą mnie nienawidzić. Oni nawet nie zwrócili na mnie uwagi. Spodziewałam się twarzy przylepionych do szyb i czekających na mój następny ruch. Tak się nie stało. Drzwi otworzył mi kierowca, na oko po trzydziestce
- Jesteś nowa ? - spytał wychylając się.
- Tak
- Chloe White ?
- Jak najbardziej
- Wsiadaj.
Jednak nie przeszłam nie zauważona, z moim pierwszym krokiem, jak za pomocą zaklęcia wszyscy podnieśli głowy i na mnie spojrzeli. Dosłownie każdy.
Zapowiada się dobry dzień - pomyślałam i w duchu modliłam się żeby nie zrobić nic głupiego.