sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 2.

Myliłam się bo ferie trwały strasznie krótko.
Właściwie zleciały mi jak pstryknięcie palcami.
Jako że skończyły się ferie oznaczało to mój nieunikniony pierwszy dzień w nowej szkole. Już to widziałam, znowu to ja będę tą "dziwną". Niby lubiana, a jednak ta dziwna. Miałam co prawda swoje dziwactwa, ale bez przesady nie zbierałam w końcu paznokci do słoika. A to że wierzyłam w zjawiska nadprzyrodzone to po prostu była nieodłączna część mnie. Tak, wierzyłam że gdzieś na świecie żyje sobie jakiś wilkołak, wampir whatever. Co prawda nikomu nigdy tego nie mówiłam, ale zawsze wszyscy wiedzieli. Tak już jest skonstruowany ten świat.
Tego dnia jednak życie chciało chyba żebym była szczęśliwa. Od razu po przebudzeniu zobaczyłam że za oknem świeci słońce ? Zawsze chciałam się przeprowadzić do USA, ale nie tak, i nie w takim nie pełnym składzie.. I jeszcze ta zmiana imion... Ja urodzona Beata nagle stałam się Chloe, moja siostrzyczka Klaudia jest Kelly a mama zamiast Agnieszki każe nazywać się Ashley. Co się stało z naszą silną rodziną ? Plusem było to że mama wybrała dom w stanie Maine, a kto jak kto ale ja uważałam ten stan za najpiękniejszy, tak samo Connecticut i Texas,
Pewnie myślałabym jeszcze przez parę godzin gdyby nie mama. Zawołała z dołu żebym zeszła na śniadanie. Gdy schodziłam na dół była szósta rano. Bus miał być o szóstej czterdzieści na przystanku, więc miałam jeszcze dużo czasu na przygotowanie się. Niestety na psychiczną gotowość było jeszcze za wcześnie.
- Jak się spało dziewczyny ? - spytała mama kładąc gofry na talerze
- Dobrze, mój pokój jest super - powiedziała Kelly z ochotą zabierając się za gofra.
- A ty Chloe ? - powiedziała zmieniając swój ton na bardziej poważniejszy
- Beznadziejnie chcę do Polski - mruknęłam prawie nie słyszalnie
- Co ?\
- W sumie dobrze, tylko trochę się stresuje - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
- Nie masz czego takie śliczne dziewczyny zawsze są lubiane, tak jak w twoim starym gimnazjum.
No tak. Mama nie miała pojęcia jak było na prawdę. Że nie byłam popularna, Wręcz przeciwnie. Pewnie nawet nie zauważyli że mnie nie ma. Stwierdziłam że nie będe brała udzialu w ich dyskusji tylko pójdę do siebie i zrobie to co zawsze, Czyli umaluję się ale pewnie nikt nie zauważy. Wiem że to nowe otoczenie i nowi ludzie, ale jak raz zostanie się zranionym ciężko jest wrócić do starego siebie. Po pół godziny i trzech minutach, zgarnęłam torbe i mojego Iphone ze słuchawkami i wyszłam na przystanek, Mama i Kelly życzyły mi powodzenia ale tylko pokiwałam głową z uśmiechem. Na przystanku nie było nikogo i od razu było mi jakoś lżej.
Znaczy nie żebym miała zamiar zawierać przyjaźnie, W końcu i tak wrócimy do domu to była tylko kwestia czasu. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam tryb shuffle. Odtworzyła się piosenka Three Days Grace "Animal I have become". Krótko mówiąc był to moj ulubieniec od niedawna.
Po 3 minutach bus przyjechał. Myliłam się że ludzie będą mnie nienawidzić. Oni nawet nie zwrócili na mnie uwagi. Spodziewałam się twarzy przylepionych do szyb i czekających na mój następny ruch. Tak się nie stało. Drzwi otworzył mi kierowca, na oko po trzydziestce
- Jesteś nowa ? - spytał wychylając się.
- Tak
- Chloe White ?
- Jak najbardziej
- Wsiadaj.
Jednak nie przeszłam nie zauważona, z moim pierwszym krokiem, jak za pomocą zaklęcia wszyscy podnieśli głowy i na mnie spojrzeli. Dosłownie każdy.
Zapowiada się dobry dzień - pomyślałam i w duchu modliłam się żeby nie zrobić nic głupiego.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz