Zacznijmy od tego że w ogóle nie chciałam tego robić.
Nawet jeśli czasami się zdawało że to jest moje marzenie, to tak nie było.
Tak na prawdę wcale nie chciałam się wyprowadzać do tej głupiej Ameryki, nie chciałam zostawiać moich przyjaciół, ani taty. Jednak mama powiedziała parę przykrych słów tacie i tata powiedział mamie i wyszło jak wyszło, czyli on skończył ze swoją koleżanką w pracy w łóżku a ja, mama i Kelly w USA. Oczywiście za nic nie winię mamy. Na jej miejscu skopałabym tyłek ojcowi, no bo co jak co, ale porzucenie dwóch córek i bardzo atrakcyjnej żony, dla jakiejś lafiryndy z pracy w porządku nie było.
Decyzja mojej mamy o wyprowadzce była tak nagła, że aż nieprawdopodobna, po prostu kłócili się jak zawsze w salonie, ta kłótnia nie różniła się niczym od innych, jednak zaważyła o wszystkim. Bo tym razem mama nie płakała, była stanowcza. Wykonała parę telefonów po czym oznajmiła mi i Kelly, że jutro o ósmej mamy samolot do USA i mamy się pakować już teraz, oraz to że ten temat nie podlega żadnej dyskusji,
Tak na prawdę nie miałam żadnej szansy żeby pożegnać się z przyjaciółmi, szkołą albo chociaż dotychczasowym życiem. Nie żebym miała jakieś spektakularne życie. Moje dni ograniczały się do spędzania czasu czytając o nadprzyrodzonych rzeczach, grając w Simsy, lub spotykając się z najlepszą przyjaciółką Rose. Dziewczyna o moim wyjeździe dowiedziała się przez SMS-a wysłanego w drodze na lotnisko i na początku myślała że robię sobie żarty, ale prawda była taka że już z tego wyrosłam. W moim gimnazjum ograniczałam się do spędzania czasu z trzyosobową grupką przyjaciół, nie żebym reszty nie lubiła, ale to oni nie lubili mnie. Nie potrafiłam się dopasować do ich grupki "palaczy", "doświadczonych" alkoholików lub po prostu jakichś lansiarzy. Jednak ja tolerowałam ich a oni tolerowali mnie, może ta tolerancja była czasem zbyt udawana, jednak to było jedyne na co mnie stać w ich kierunku.
Gdy siedziałam w samolocie nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca, próbowałam udawać że chmurki są interesujące jednak po pierwszych minutach mnie to znudziło, potem zabierałam się za czytanie książki, ale to też mnie nudziło. Nurciło mnie pytanie. Jak ona sobie to wszystko wyobrażała ?
Dopiero co zaczęły mi się ferie w trzeciej klasie gimnazjum, Kelly dopiero zaczęła pierwszą klasę podstawówki, ona jeszcze była taka malutka, nie mogłam jej przecież powiedzieć, że jej ukochany tatuś ma nową rodzinę i prawdopodobnie zastąpił starych członków, nowymi.
Nie potrafię pogodzić się z tym, że tak atrakcyjna czterdziestoletnia kobieta jak moja mama, przestała mu się podobać. Spojrzałam na nią kątem oka. Zadbana, elegancka, z pięknymi ( co prawda farbowanymi ) blond włosami sięgającymi do ramion, ślicznymi niebieskimi oczami, i wcale nie miała tak dużo zmarszczek. Kelly odziedziczyła po niej całą urodę. No może oprócz włosów, włosy miała takie same jak tata.
- O czym myślisz Chloe ? - spytała swoim pięknym, melodyjnym głosem Kelly. Jak na 8-latkę wygląda bardziej dojrzale ode mnie.
- O niczym. - odpowiedziałam krótko i na temat.
- Dlaczego kłamiesz ? - spytała karcąc mnie wzrokiem.
- Przepraszam Kelly. Nie potrafię się skupić. To jest nowe otoczenie, nowi ludzie nie przeraża Cię to? - mnie zaczęło przerażać to że wyżalam się swojej ośmioletniej siostrze. No tego jeszcze brakowało żeby moje problemy przelać na jej konto.
- Przecież to oznacza nowe znajomości, czyli ze można zacząć życie na nowo - uśmiechnęłą się pokazując wszystkie ząbki, w tym nową dziurę.
Zmartwiło mnie to że moja młodsza siostra jest bardziej mądrzejsza ode mnie. To mam właśnie zamiar zrobić. Zacząć życie na nowo. Przecież Ameryka nie może być taka zła prawda ?
No i w tym momencie okazało się że nie mam racji bo była ona zła. Od razu gdy wylądowaliśmy na lotnisku przywitały nas słońce, co było całkiem przyjemne. Później po jakichś piętnastu minutach błądzenia na lotnisku dotarłyśmy do taksówki i jakby tego było mało, były straszne korki. Przez straszne rozumiem, gorsze niż te w Warszawie.
W końcu dotarliśmy do naszego nowego domu. Nie był jakiś super idealny, ale całkiem znośny, W końcu mogłam mieć sama pokój, nie żebym narzekała na Kelly. Zawsze miałyśmy dobry kontakt.
- No dobra dziewczyny wy rozpakujecie rzeczy, wybierzecie swoje pokoje, wybierzecie farby do pokojów i poszukacie fajnych mebli na stronie Ikei, bo ja muszę jechać załatwić szkołę dla was, lekarzy i te wszystkie duperele - westchnęła mama otwierając nam drzwi do domu. - Chloe, proszę opiekuj się Kelly.
- Mamo jestem już duża - powiedziała Kelly z dumą
Reszta dnia minęła nam na organizacji domu i spędzaniu razem czasu. Nie sądziłam żebym potrafiła sie tu zaklimatyzować, jednak chciałam dać temu miejscu szansę,
Przecież mam jeszcze dwa tygodnie feriii
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz